Niezachowanie odległości to niestety bardzo częsta praktyka wśród kierowców. Wiele razy podczas jazdy na drogach krajowych widzę w lusterku jak jakiś kierowca jedzie tuż za mną, mówiąc kolokwialnie – „siedzi mi na dupie”. Wystarczy teraz, że musiałbym nagle zahamować i… mamy kolizję gotową. I co więcej, jestem przekonany, że ten jadący za mną to mnie obwianie za „nagłe zatrzymanie się”. A co gorsza, w tej sposób jeździ bardzo wiele osób… .
Kiedyś zapytałem swojego kolegę, siedząc w aucie obok niego:
– dlaczego jedziesz tak blisko innego samochodu, że przecież nie zdążysz zahamować.
Usłyszałem krótką odpowiedź:
– zdążę….
Żeby była jasność, nie mam tu na myśli ruchu miejskiego, choć i tu zauważa się przegięcia. Mówię o sytuacji na drodze krajowej, gdzie standardowa prędkość wynosi te 90km/h.
Wiele lat temu mój instruktor nauczył mnie ciekawej niepisanej zasady – jak jedziesz 90km/h utrzymuj przynajmniej 90m odstępu, jak 140km/h, to 140m odstępu itd. I to się sprawdza.
A co z tymi, którzy wyprzedzają? Zdaję sobie sprawę z tego, że by wyprzedzić, trzeba podjechać bliżej, ale to nie znaczy, że masz jechać 1m za mną przy prędkości 90km/h, bo to jest zwyczajnie niebezpieczne. A tacy potrafią jechać z taką odległością przez wiele kilometrów, dodatkowo oślepiając reflektorami w lusterkach.
No właśnie, czy jako kierowcy nie jesteśmy zbyt zadufani w sobie i wiarę we własne umiejętności? Mam wrażenie, że uważamy się bardzo dobrych kierowców, ale czy tak jest rzeczywiście? Podzielcie się swoimi doświadczeniami 🙂